Dokąd zmierza Hollywood?

Dokąd zmierza Hollywood?Tenesee Williams powiedział kiedyś: producenci filmowi są jak żelazko. Poprzez ciągłe naciski potrafią zrobić z najpiękniejszego materiału cos zupełnie płaskiego.  Złota era Fabryki Snów minęła bezpowrotnie, by ustąpić miejsca nowej zepsutej do szpiku kości, płytkiej i  bezkształtnej masie, która śmie mówić o sobie "artyści". Marlon Brando miał rację - prawdziwych artystów już nie ma, teraz ostali się  tylko biznesmani.  

Z rozkoszą oglądam klasyki kina amerykańskiego - Charlie Chaplin w za dużym garniturze prezentuje swój słynny chód , Humphrey Bogart z w oparach tanich papierosów prosi Zagraj to jeszcze raz Sam, Marilyn Monroe śmieje się jak dziecko, gdy ciepłe powietrze z metra podwiewa jej śnieżnobiałą  suknię, Marlon Brando w obcisłym, przepoconym T-shircie spogląda wprost na mnie z miną obrażonego chłopca,  Clark Gable bierze w ramiona niezdecydowaną Vivien Leigh by pocałować ją very quickly and very hard. Jest wiele takich zapadających w pamięć fragmentów filmów - zaczynając od Nosferatu, kończąc na Ojcu Chrzestnym. Teraźniejszym filmowcom brak tej bajkowości , brak im pomysłu jak zawładnąć umysłem widza na długie lata, brak im charyzmy i tego tzw. "smaczku". Owszem są wyjątki, ale jak to niestety bywa od dłuższego czasu obowiązuje na świecie odpowiedzialność zbiorowa.  Dzisiejsi aktorzy to  maszynki do robienia pieniędzy: nieważne czy umie grać, ważne by na siebie zarabiał i nie stawiał zbyt wygórowanych żądań. Kiedyś nie pieniądze, lecz szacunek, talent, honor i ambicja były domeną Hollywood. Filmy nie były rewelacyjne, ale gdy Vivien Leigh odbierała Oskara za rolę Scarlett O'Hary nikt nie miał wątpliwości, że decyzja jest słuszna. Dziś nawet Oskary są zależne od marketingu, widzów i tzw. układowców - Heath Ledger dostanie Oskara, bo tak wypada, nie dlatego, że naprawdę dał popis aktorstwa na najwyższym poziomie, nie dlatego, że przejdzie do kanonu kina, a jego historia powtarzana  będzie jak legenda , ale dlatego, że tego się oczekuje od AAF. Podobnie było kilka lat temu, gdy Martin Scorsese odbierał statuetkę za jeden ze swoich słabszych filmów, nagroda za Infiltrację była taką zabawką na otarcie łez, bo niestety przez kombinacje i kalkulacje Akademii ten wybitny reżyser nie został dotąd wyróżniony ani razu. Ostatnie kuszenie Chrystusa, Taksówkarz, Chłopcy z ferajny, Kasyno - wszystkie te filmy odcisnęły swe piętno na amerykańskim kinie, każdy z nich jest dowodem na to jak wielkim Artystą jest Martin Scorsese, jednak żaden z nich nie został uhonorowany.

Pomijając talent i ambicje - skąd biorą się te niebotycznie wysokie gaże dla aktorów? Niepojętą rzeczą jest, że tak słaba aktorka jak Jessica Alba dostaje kilka milionów dolarów za rolę, podczas gdy kilkadzisiąt lat temu legenda kina Marilyn Monroe za Pół żartem, pół serio,  jeden ze swych najdroższych i najlepszych filmów,  dostała zaledwie 100 tysięcy. Jak to się dzieję, że aktorka, która była gwiazdą ponad swą epokę, która była i nadal jest inspiracją dla najwybitniejszych  twórców aby kupić sobie sukienkę, w której odśpiewała legendarne Happy birthday Mr President musiała brać kredyt. Podczas gdy dziś młodociana gwiazda  Miley Stewart może sobie pozwolić na dzienne wydatki przekraczające kilkanaście tysięcy dolarów. Hollywood staje się miastem rodem z filmów Burtona, gdzie właściwie nie ma żadnych zasad, a ludzie ochoczo zajadają się pasztecikami z ludzkiego mięsa.

Być może z czasem uda się wyplenić te "chwasty Ameryki", które plują w twarz prawie stuletniej historii Hollywood, a może zwyczajnie uda nam się przywyknąć do tych przerysowanych disneyowskich postaci, bo jedyne co nam pozostało to myśleć i marzyć, że kiedyś Walt ocknie się z tego "zimowego snu" i pokoloruje ten gnuśny światek.

   
 Tekst nadesłany przez Martę Niewczas.