Where the hell are music videos?!

Where the hell are music videos?!Lenin mówił, że muzyka może być środkiem do szybkiego zniszczenia społeczeństwa. Bzdura! To nie muzyka może być przyczyną zagłady, ale jej brak. Choć dźwięków mamy pod dostatkiem, problemem okazuje się brak wizji, a właściwie jakość wizji, która im towarzyszy. Obraz miał w telewizji pełnić rolę muzycznej ewangelii, miał zarażać i powalać na kolana, miał opowiadać nieprzeciętną historię i hipnotyzować przeciętnego widza. Więc? Gdzie się podziały, tamte... teledyski?!

Panie i Panowie, czapki z głów dla mistrza wysysania mózgów młodym, naiwnym i niezdecydowanym ludziom. Dla winowajcy destrukcji obrazu przemysłu muzycznego, dla żałosnej bandy kretynów, dla których, na przestrzeni kilku ostatnich lat, muzyka umarła. A już niedługo odejdą także i oni (zadbam o to!). Mam zaszczyt (tfu!) przedstawić: MTV!

Telewizja, która w początkowym zamyśle miała być ostoją muzycznych mini-produkcji, okazuje się kanałem dla zmęczonych życiem i rządnych taniej rozrywki widzów w przedziale wiekowym od 1 do 100 lat (optymistyczna wizja, nieprawdaż?). Włączając MTV mamy do czynienia z nie lada wyzwaniem, bo jak tu sprostać programom, w których ludzie nawzajem przeszukują swoje pokoje, w celu kompromitacji przy pierwszym z starciu ze znaleziskiem w postaci bielizny: sztuk kilka, niekoniecznie czystej. Jak pokonać historię rozpieszczonych nastolatków, którzy gotowi są podciąć sobie żyły, aby zaprosić na swoje 16. urodziny rapera ze złotym zębem lub podrzędną piosenkarkę z wokalem zarzynanej świnki (wybacz Prosiaczku, szacun!). Nie lada wyzwanie...

Cofnijmy się zatem do starych, dobrych czasów, kiedy na antenie programów muzycznych, można było uświadczyć magii wideoklipów. Rok 1964, sympatyczna czwórka z Liverpoolu ukazuje się oczom milionów ówczesnych nastolatków, zakochanych w garniturach i fryzurce a'la mop. The Beatles i A Hard Days Night, klip uważany za jedną z pierwszych, poważnych produkcji muzycznych. Lennon wodzu, Paul wyglądający, jakby rzeczywiście przeżył mega hard day's night, Ringo i George, czyli best czwórka ever! Laski krzyczą, panowie kręcą marynarami, a ja, po tylu latach, nadal wzdycham do ideału piękna Lennona...

Przenieśmy się w nieco odleglejsze rejony rozkwitu przemysłu muzycznego, gdzie niezapomniany Freddie i banda rzuca na kolana cały świat. Rok 1976: kultowe Bohemian Rhapsody. Fantastyczny, już od pierwszych sekund, popis niezapomnianego kwartetu. I choć dziś na antenie "ryczącego pudła" nie uświadczysz już Queen, pięciominutowy seans można przynajmniej zobaczyć w Internecie.

Pierwszym teledyskiem, jaki wyemitowało MTW! (tak, spolszczenie: Muszę To Wyłączyć!), oczywiście za czasów, kiedy emitowało jeszcze klipy, był hit The Buggles z 1980 roku Video Killed The Radio Star. I mieli panowie rację! Co prawda, dziewczynka w czerwonych ogrodniczkach wygląda na nieco opóźnioną w rozwoju, ale stylizacja (gdzie można dziś kupić takie okulary!) i kreatywność reżysera, jak na tamte czasy oczywiście, godna podziwu.

Powróćmy do rzeczywistości i przyjrzyjmy się dzisiejszym mistrzom wideoklipów, którym nie sposób odmówić talentu i geniuszu. Mroczne i przerażające, fascynujące wizje Adama Jonesa, gitarzysty zespołu Tool, odpowiedzialnego za klipy grupy. Absolutnie genialny zamysł, niesamowita precyzja i godne podziwu umiejętności docierania do odbiorcy. Muzyka trudna, taka jak w przypadku Tool'a, zobrazowana przez Jonesa staje się swego rodzaju misterium. I choć to dźwięki nie dla każdego, teledysk wprost przeciwnie. Niektóre, ponad 10-minutowe, przenoszą w inny wymiar. Przykłady? Schizm, postacie niczym z obrazów Salvadora Dali, Parabola, czyli psychodeliczna przejażdżka dla koneserów innowacji, czy wreszcie Prison Sex z idealnym odzwierciedleniem przesłania utworu.

Nie ma prawdopodobnie osoby, która na hasło Nirvana, miałaby wypisany znak zapytania na twarzy. Anton Corbijn, reżyser klipu do Heart Shaped Box, to jeden z najbardziej cenionych autorów teledysków, stąd na Nirvanie pomysły reżysera nie wyczerpały się. Warto przypomnieć sobie jego efekt współpracy z U2, Red Hot Chili Peppers czy Coldplay.

Floria Sigismondi. Autorka wizji The White Stripes - Blue Orchid, medialnego sukcesu Torniquet Marilyna Masona, obrazu do The End Of The World The Cure i Megalomaniac grupy Incubus.

Chris Cunningham, nieprzeciętnie uzdolniony człowiek, który jest autorem m.in. klipu The Horrors do Sheena Is A Parasite, człowiek, dla którego 1:47 min. to czas wystarczający na to, by uczynić hitem nie tylko utwór i teledysk, ale i zespół. Reżyser ma na swoim koncie również współpracę z Madonną przy Frozen, czy też genialną Bjork w All Is Full Of Love.

Michael Gondry, nazwisko nic zapewne nikomu nie mówi, ale hity takie jak Fell In Love With A Girl i The Hardest Button To Baton The White Stripes, owszem. A panowie z Radiohead i ich słynny Knives Out? Wiadomo już, kto maczał palce w produkcji klipu.

Nie wspomnę już o prześmiesznej kombinacji i zabawie ruchem przy Around The World Daft Punk.

Warto wspomnieć o kolejnym szeregu mistrzów: Mark Romanek (Nine Inch Nails Closer), Stephane Sednaoui (Red Hot Chili Peppers Otherside, Californication), Joseph Kahn (Jamiroquai Feels Just Like It Should) i wielu, wielu innych. O wiele łatwiej będzie jednak przytoczyć kilka majstersztyków w historii teledysków. Genialne, chore wizje Roberta Smith'a przedstawione w Lullaby zespołu The Cure, rysunkowe dzieło w przypadku She Is The New Thing The Horrors i Freak On A Leash KoRn'a, mroczne Spitfire The Prodigy, The Wall Pink Floyd, choć w tym przypadku jest to jedynie namiastka z filmu o tym samym tytule z Bobem Geldofem w roli głównej.

Można by wymieniać bez końca wspominając Thriller Michaela Jacksona, Unforgiven czy One Metallicy, Writing On The Walls Underoath, D.A.N.C.E Justice, smaczki w wykonaniu Rage Against The Machine i wszystkie dzieła video, które odcisnęły piętno w historii przemysłu muzycznego. Faktem pozostaje jednak to, że telewizja nie spełnia już oczekiwań maniaków wideoklipów, ba, nie spełnia nawet oczekiwań przeciętnego widza telewizji muzycznej, który skazany jest na samobójstwo przy dźwiękach zapowiedzi kolejnych idiotycznych programów, gdzie para homoseksualistów je kolację i trwa to godzinę, bo nie wiedzą za bardzo, co powiedzieć. Z całym szacunkiem dla homoseksualistów, takim programom mówię NIE. Muzyki, błagam, chcę muzyki!

Ubolewam, co więcej, nie przestanę, bo na pewne aspekty nie mam najzwyczajniej w świecie wpływu. Mam jednak Internet (ha!), co zmusza mnie do podziękowań za serwis YouTube, bez którego mój mózg skurczyłby się do rozmiarów mandarynki.

A więc nawracajcie się moi drodzy i wierzcie w ewangelię! Nie dajcie wmówić sobie, że muzyka umiera, że umiera idea i obraz potęgujący siłę dźwięku. Nie dajcie zabić się nędzną namiastką teledysków emitowanych w drodze wyjątku w MTV, gdzie ubrana w białe kozaki pani rusza ustami do mikrofonu, a obok jej ukochany je kanapkę z serem. Nie oddawajcie się seansom spirytystycznym w postaci jedzących płatki śniadaniowe wokalistów i ich tańczących zwierząt. A idea telewizji muzycznej? Niech spoczywa w spokoju...

Jak mawiał Murch: W domu jesteś królem. Telewizja to błazen. Jeśli cię nie bawi, bierzesz do ręki pilota i odcinasz mu głowę. Odetnij głowę MTV, ja już to zrobiłam.

   
 Współczesną telewizję muzyczą z wideoklipowymi arcydziełami porównała Ada Pastuch.