5 zasad maturzysty
5 zasad maturzystyPrzed Tobą ciężki rok, ale tylko od Ciebie zależy czy będzie to rok solidnej pracy i jednocześnie niezłej zabawy z nauką, czy też droga przez mękę i nuda jak flaki z olejem. Jeśli zastosujesz się do naszych rad, nie powinno być źle. Przedstawiamy 5 kluczy do maturalnego sukcesu!
 

 Zasada pierwsza:
Zastanów się, co chcesz zdawać i studiować
Wybór przedmiotów to bardzo trudna decyzja. W klasie maturalnej wszyscy zastanawiają się, co zdawać i na jakim poziomie? Tylko jeden dodatkowy przedmiot czy więcej? Lepiej posłuchać głosu rozsądku czy trochę zaszaleć?
Najważniejsze, aby podjąć przemyślaną decyzję i później jej nie zmieniać. A jeśli już zmieniać, to tylko z naprawdę ważnego powodu i nie częściej niż raz. Mnóstwo osób czeka do ostatniej chwili, potem wybiera cokolwiek i liczy, że jeszcze może zmienić. Jeśli we wrześniu nie wiesz, co chcesz zdawać, prawdopodobnie tak samo nie będziesz wiedział w grudniu, a wątpliwości będziesz miał nadal w marcu. W rezultacie pójdziesz na egzamin niepewny, czy dobrze wybrałeś.
Zastanów się, z czego byłeś dobry - z biologii czy historii? Jakiego przedmiotu uczyłeś się z przyjemnością, a nauka którego była dla ciebie prawdziwą męką. Pomyśl oczywiście o studiach - jaki przedmiot jest wymagany przez uczelnię, na którą się wybierasz? 
Pomyśl, czy wybrałeś studia zgodnie z zainteresowaniami i talentem. Jeśli nie, czeka cię mało przyjemny rok: będziesz uczył się nie tego, co lubisz. Zastanów się zatem jeszcze raz, czy podołasz. Jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości, jeszcze raz wszystko przemyśl.

   
 

5 zasad maturzysty

Horror matematyczny
Sonia Bohosiewicz, aktorka Teatru Starego i Teatru Słowackiego w Krakowie, matura 1994

Skończyłam klasę mat-fiz w starym i zasłużonym liceum w Żorach. Byłam pilną uczennicą, lubiłam matematykę i zdecydowałam, że będę ją zdawać na maturze. W owym roku trafiło nam się jednak zadanie z błędem. Pamiętam, że wszyscy strasznie się nad nim głowiliśmy, aż w końcu zobaczyliśmy naszych dwóch nauczycieli matematyki, jak kłócą się próbując je rozwiązać. Umieraliśmy z przerażenia. W końcu wyszli, żeby najbardziej łebskie głowy to rozwiązały i dały ściągnąć innym, bo wówczasnauczyciele mieli serce. Ale nic nie dało się z tym zadaniem zrobić. W końcu podszedł do mnie dyrektor i mówi: Sońka, no weź co wymyśl! A ja mu na to: Co ja mam wymyślać? To mi się do niczego nie przyda, bo chcę zostać aktorką i muszę zdawać do Akademii Teatralnej. Dziś wspominam to z uśmiechem, ale wówczas te zadanie bez rozwiązana to był jakiś dramat. Oj działo się, działo! Ale maturę zdałam i do szkoły teatralnej w Krakowie też się dostałam, wiec wszystko się udało.

not. kk
 
   


Zasada druga:
Zacznij się uczyć już teraz.
Nie odkładaj na później pracy, która jest trudna i wymaga znacznego nakładu sił. Im szybciej zaczniesz się uczyć, tym będzie ci łatwiej. Dlatego już od początku września organizuj sobie naukę, gromadź potrzebne materiały.
W Polsce panuje moda na chwalenie się nieuctwem. Być może także twoi koledzy opowiadają, że niczego się nie uczą. Nie daj się nabrać. Nawet osoby, które godzinami siedzą nad książkami, twierdzą później, że ani chwili nie poświęciły na naukę.
Większość maturzystów zabiera się za przygotowywania do matury już od początku września, ale każdy boi się do tego przyznać, aby nie wyjść na kujona. Przede wszystkim jednak traktuj z przymrużeniem oka wszelkie przechwałki znajomych, że w ogóle się nie uczą.

 

Zasada trzecia:
Nie wystrasz się
Niejeden nauczyciel uważa, że uczniów trzeba solidnie nastraszyć, wtedy dopiero wezmą się do nauki. Dlatego na początku roku szkolnego przedstawiają takie wymagania, od których włos się jeży na głowie. Mnóstwo wiedzy do przyswojenia, niewiarygodne umiejętności do opanowania, wiele sprawdzianów do zaliczenia, codziennie kartkówki, non stop prace domowe, ani chwili wytchnienia. Później okazuje się, że to zwykłe strachy na Lachy, a w rzeczywistości klasa maturalna tylko trochę różni się od innych klas liceum. Niedługo pojmiesz, że żadnego terroru nie będzie.
Niektórzy boją się też takich nazw, jak próbna matura czy sprawdzian kompetencji maturalnych albo sprawdzian sumatywny dla maturzystów czy klasówka dopuszczająca do matury. To są wszystko takie same sprawdziany jak poprzednie, tylko inaczej nazwane. Nauczyciele po prostu robią wszystko, aby uświadomić uczniom, że w tym roku czeka ich matura. Ponieważ niektórzy zachowują się jak dzieci, trzeba ich postraszyć groźnym wilkiem, co to pożera niegrzeczne bachory, które nie chcą się uczyć. Odrobina lęku nikomu nie zawadzi, jednak jeśli za bardzo się boisz matury, pomyśl, że to tylko taka gra między nauczycielami i uczniami. Nauczyciel wszelkimi sposobami zachęca do nauki, a najprostszy sposób to właśnie strach. Prawdopodobnie nieraz usłyszysz, że jak tak dalej pójdzie, to matury nie zdasz, albo że nic a nic nie umiesz itp. komunały, które tak naprawdę mają cię zmobilizować do nauki, a nie wywołać trwogę i pozbawić chęci do pracy nad sobą.



Zasada czwarta:
Umiesz więcej, niż ci się zdaje
Do egzaminu maturalnego trzeba opanować mnóstwo wiedzy. Wręcz nie wiadomo, od czego zacząć, skoro nic się nie wie. Tak myśli wielu uczniów. Tymczasem każdy z nich sporo umie, tylko nie zdaje sobie z tego sprawy. Niektórzy są tak bardzo przerażeni swoją niewiedzą, że nie potrafią w ogóle rozpocząć nauki. Nie myśl więc o swoich brakach, tylko zacznij się przygotowywać do matury. Zrobisz pierwszy krok, a potem na pewno odkryjesz, że sporo rzeczy pamiętasz.
Nie bądź też perfekcjonistą. Nie uczysz się do występów w konkursie mistrzów, gdzie liczy się wirtuozeria, lecz do egzaminu maturalnego, gdzie najczęściej sprawdzane są podstawy wiedzy z poszczególnych przedmiotów. Oczywiście większych umiejętności wymaga egzamin zdawany na poziomie rozszerzonym, ale nadal nie jest to finał w turnieju mistrzostw świata. A zatem nie ćwicz do upadłego jednej umiejętności, tylko opanuj wszystkie wymagane na przyzwoitym poziomie. W zależności od twoich aspiracji może to być poziom dostateczny, dobry bądź bardzo dobry, a czasem nawet celujący. Co będziesz miał z tego, jeśli zbyt ambitnie podejdziesz do początkowych zagadnień, opanujesz je perfekcyjnie, ale zabraknie ci czasu i sił na opanowanie całej reszty?

 

   
  

5 zasad maturzysty

Najważniejszy i jeden z łatwiejszych
Justyna Steczkowska, piosenkarka i skrzypaczka, matura 1991
Najważniejszy na maturze był dla mnie egzamin ze skrzypiec i wszystkich przedmiotów muzycznych, potem język polski, historia i chyba matematyka, najmniej lubiany przedmiot. Przed egzaminem trochę się stresowałam, bo nigdy nie byłam dobra z matematyki... ale koniec końców, skończyłam liceum muzyczne z wyróżnieniem, a nagrodą było zagranie koncertu d-moll Wieniawskiego z wielka orkiestrą w filharmonii, w której grali moi profesorowie. Niezapomniane chwile! Stres najczęściej wynika z niedouczenia lub niewiedzy, tak więc zaczyna znikać, gdy mamy świadomość tego, kim jesteśmy i co umiemy. Najbardziej z matury wspominam zapach kwitnących kasztanów i smak wolności po wyjściu ze szkoły, chociaż bardzo ją lubiłam. Głowa do góry, wszystko wam się uda, bo matura to jeden z łatwiejszych egzaminów w życiu. Powodzenia!

not. msz


 
   


Zasada piąta:
Odkryj własną metodę uczenia się
 Z nauką jest jak z dźwiganiem ciężarów. Pamiętam jak podczas targów materiałów budowlanych pewni ludzie męczyli się, żeby załadować piec do samochodu. Trzy osoby trudziły się, aby podnieść ciężar i wstawić go do środka, ale im się nie udawało. Wyglądało to tak, jakby zadanie przewyższało możliwości trzech dorosłych mężczyzn. W końcu ktoś ze stoiska obok nie wytrzymał i przyszedł, aby pokazać im, jak to się robi. Sam jeden ustawił piec pod odpowiednim kątem, podrzucił go do góry jak sztangę, a następnie w okamgnieniu Đ gdy ciężar był na odpowiedniej wysokości - popchnął ramieniem na platformę samochodu. Ludzie, którzy mordowali się pół godziny z ciężarem i nie dali rady, nie mogli uwierzyć, że jeden człowiek w pół minuty sobie z tym poradził. Chcieli wiedzieć, jak to zrobił. Po prostu znał metodę.
Każda praca jest łatwiejsza, gdy zna się właściwy sposób jej wykonania. Jeśli chodzi o uczenie się, to trzeba wiedzieć, jaki sposób jest najlepszy dla twojego organizmu, tzn. kiedy jest ci łatwiej się czegoś nauczyć, a kiedy trudniej. Jedni wolą poranki, a inni wieczory. Jedni lubią uczyć się długo bez przerwy, a inni wolą często, ale krótko. Jedni lubią uczyć się w ciszy, a inni lepiej przyswajają materiał, gdy gra muzyka. Każdy ma swój sposób, ale nie każdy go odkrył. Najgorzej jest uczyć się wbrew samemu sobie. Ktoś na przykład sto razy szybciej opanowałby dany materiał, gdyby tylko uczył się, czytając wszystko na głos, ale, niestety, z nieznanych powodów uczy się, śledząc tekst tylko oczami, a potem denerwuje się, że wszystko szybko zapomina.
Jeśli wydaje ci się, że robisz małe postępy w nauce, pomyśl, co robisz nie tak. Może właśnie uczysz się wbrew sobie. Jesteś wzrokowcem, a uczysz się jak słuchowiec. Koniecznie wprowadź urozmaicenia, tzn. zatrudnij do pracy jak najwięcej zmysłów. Jeśli długo czytałeś, przerwij i zacznij słuchać. Jeśli słuchałeś, teraz dla odmiany zacznij mówić. Jeśli tylko patrzyłeś, teraz zacznij dotykać. Zatrudniałeś do pracy wyłącznie głowę, teraz zaangażuj rękę, np. przepisz coś. Im więcej różnorodnych ćwiczeń przeprowadzisz, tym przyjemniej będzie twojemu umysłowi.
Nuda to największy wróg matury. Zrób wszystko, aby nieomal żadna część twojego organizmu nie była wolna od pracy, a wtedy mózg nie będzie otrzymywał sygnałów od ręki czy nogi itd., że jest jej nudno. A przy okazji na pewno odkryjesz, jaki jest twój ulubiony sposób uczenia się. Rób wszystko tak, aby nie popaść w apatię. 

   
  

5 zasad maturzysty

Tropiciel poezji
Maciej Stuhr, aktor filmowy i teatralny, współzałożyciel kabaretu "Po Żarcie", matura 1994
Na egzaminie z polskiego trafiłem na interpretację wiersza Szymborskiej. Ucieszyłem się, bo czytałem, znałem, lubiłem. Ale jakoś nie mogłem zrozumieć, o co w tym wierszu chodzi. To w przypadku Szymborskiej dziwne, bo jej wiersze są dość klarowne, z pointą. Urwany w połowie mi się wydawał. Zwróciłem uwagę nauczycielce, bo to były jeszcze czasy, kiedy tematy układali nauczyciele w szkole. Stwierdziła, że wszystko jest w porządku. A ja dalej byłem przekonany, że mam tylko połowę wiersza przed sobą. Znowu ją zawołałem. Przeszła na koniec auli, otworzyła książkę i... okazało się, że mam rację. Nie dość, że zdemaskowałem nauczycielkę, to jeszcze musiałem biec do biblioteki skopiować sobie i innym dalszy ciąg wiersza. Z matury z polskiego dostałem piątkę.

not. pbr