Katolicy nie są amebami

Katolicy nie są amebamiRozmowa z Szymonem Hołownią, katolickim publicystą, który potrafi pogodzić współtworzenie programów o tematyce religijnej z... prowadzeniem popularnych audycji rozrywkowych, m.in. Mam Talent.

Jak tak tu sobie siedzimy w dwójkę, to siedzą też tu z nami nasze Anioły Stróże? Tak faktycznie – niemetaforycznie?

Siedzą. Ale, to nie jest tak, że ja będą teraz Panią przekonywał, że one tu faktycznie są. Myślę, że tak jest, ale to właśnie jest wiara. Nie wiem tego na sto procent.

A jak tak siedzą, to co robią? Też rozmawiają?


Niestety nie mam pojęcia, czym się w tej chwili zajmują, bo nigdy ich nie widziałem. Pan Bóg tak robi, że różne cuda, objawienia zdarzają się głównie pastuszkom i jakimś prostaczkom nieletnim, natomiast starym ludziom w moim wieku to się już nie zdarza.

W szkole to ludzi nie niepokoiło, że Pan taki strasznie religijny jest?

Trochę ich niepokoiło, a trochę ciekawiło. Bo ja byłem takim osobnym bytem i nie wiedzieli za bardzo jak to jeść i z czym. Z jednej strony podchodzili zafascynowani, z drugiej uciekali w popłochu krzycząc: Co za czarny dewiant! 

Nigdy nie zbuntował się Pan przeciwko wierze, nawet w tym okresie, kiedy młodzi ludzie dojrzewając dużo kwestionują, zastanawiają się...?

Też miałem w sobie okres takiego buntu – jednak nie przeciwko wierze. W wyniku różnych poszukiwań buntowałem się raczej przeciwko światu, w którym żyje. Przeżyłem bunt świecki. Byłem przekonany, że choć radzę sobie z tym światem całkiem dobrze, umiem robić to wszystko, czego się ode mnie tutaj oczekuje, to tak naprawdę kręci mnie inny świat, karmelitański świat dzieciątka Jezus.

Karmelitański świat dzieciątka Jezus?!

Świat pewnego typu duchowości, świat wirtualny, który sobie wytworzyłem i w którym długie lata żyłem. Aż się okazało, że nie tędy droga. Że Bóg jest gdzie indziej...

I gdzie był Bóg?

Na początku drogi Bóg był dla mnie konceptem, zbiorem idei, światopoglądem, moralnością. Aby dojść do mojej dzisiejszej wiary musiałem zrozumieć dwie rzeczy: po pierwsze, uświadomić sobie, że, jak to sugerował David Lynch w Miasteczku Twin Peaks: sowy nie zawsze są tym, czym się wydają. To znaczy, że świat jest czymś innym niż to, co ja sądzę na jego temat. Świat jest bardzo obiektywny. A druga sprawa – najważniejsza, to dojście do prawdy, że Bóg nie jest ideą – Bóg jest osobą.

Ale jak to osoba?

To znaczy, ze posiada myśli, posiada uczucia, kocha, tęskni, jest w stanie dbać o mnie. Że ja mogę o niego dbać. Że jesteśmy w relacji. I o to tu chodzi.

Jest takim jakby drugim człowiekiem?

Nie do końca – on jest doskonałą osobą. Jest samą doskonałością. Że nie ma takiej szczeliny, w którą mogłaby się wcisnąć niedoskonałość. 

A czy my, tacy koślawi i niedoskonali, możemy sobie w ogóle taką doskonałą doskonałość pojąć?

Jak ja sobie wyobrażam doskonałość Boga, to to jest taka pokorna doskonałość. Że nie jest taki doskonały na zasadzie, że zaraz będzie zarządzał całym interesem, tylko jest bardzo pokorny w tym. Myślę, że Bóg taki jest.

Przyznam, że dziwnie mi się rozmawia z Panem o Bogu jako kimś, czymś, co jest – elemencie namacalnej rzeczywistości… Ciekawi mnie więc, co Pan sobie myśli spotykając na swojej drodze w związku z rosnącą popularnością, z udziałem w show Mam talent. Coraz więcej takich Kub Wojewódzkich, zdeklarowanych ateuszy, niedowiarków, którzy przed księdzem uciekają z krzykiem, a do Pana nie boją się podejść i zagadnąć.

Potwierdza mi się to, co zawsze myślałem. Że choć polski katolicyzm jest często bardzo powierzchowny, to w większości ludzi w tym kraju jest wciąż pytanie o religię. Pytanie o wiarę. To nie musi być pytanie zinstytucjonalizowane, to nie musi być pytanie, na które szuka się odpowiedzi w Kościele, ale to pytanie gdzieś tam w ludziach jest. Poza grupami religijnymi nie ma raczej przypadku, żeby ludzie rozmawiali ze sobą o wierze, o Bogu, o sprawach ostatecznych. 

Bo nie ma z kim rozmawiać. Ksiądz, czy nawet mnich, nie są partnerami dla tych osób, które od Kościoła są dalej, albo i nawet bardzo daleko. 

To powinni być tacy świeccy, którzy będą w ten sposób rozmawiać

Czuje się Pan takim świeckim, do rozmów o wierze, tam gdzieś na odległych rubieżach Kościoła, gdzie porządny duchowny nie ma zwyczaju się zapuszczać?

No może troszkę. To nie jest też tak, że ja chce sobie brać na barki niewiadomo jaką misję. Chciałbym najwyżej przetrzeć pewne szlaki.

Niemniej jest Pan obecnie w miejscu, w którym Pan jest. Z którego mówi Pan o sprawach duchowych, religijnych językiem, jakim się do tej pory o tym nie mówiło. Przynajmniej w Polsce. Zyskał Pan nawet – w kręgach skrajnie prawicowych niechlubny przydomek Pierwszego Popkatolika RP...

Niesprawiedliwie zresztą. Nie jestem popkatolikiem. Natomiast próbuję stworzyć język popteologiczny, czyli popularny język do rozmów o wierze. Popularny to znaczy taki, który ludzie zrozumieją. Który nie majstruje przy fundamencie, tylko zmienia formę. Nie mówi, że ten cukierek jest niesmaczny, czy bez sensu, tylko przepakowuje go w inny papierek. W papierek, w którym może zainteresować także inną grupę ludzi.

Papierek ten czasem może budzić kontrowersje. Pisze Pan w swoich felietonach np. z sympatią o Dexterze – serialu o psychopacie. Czy porządnemu katolikowi przystoi zachłystywać się tragikomedią widzianą z perspektywy seryjnego mordercy? Co z Nie zabijaj?

Bez przesady, nie jesteśmy jakimiś bladymi amebami jako chrześcijanie. Dexter to po prostu dobry serial z dobrze napisaną psychologicznie postacią. Nie jest to film sławiący zabijanie jako takie. On pokazuje kawałek rzeczywistości i daje do myślenia. Tak samo jak moje dwa absolutne hity: Dr House i Sześć stóp pod ziemią. To są rzeczy ostre, mocne i zmuszające do refleksji. Taki Dr House dokonuje np. również nie zawsze chrześcijańskich wyborów: narkotyzuje się, namawia do aborcji, próbuje dawać łapówki, chce przelecieć siedemnastolatkę... 

No ale czy to po chrześcijańsku lubić takiego bohatera?

Nie popadajmy w paranoję. To nie jest tak, że chrześcijanie mają oglądać tylko filmy o świętych i męczennikach. Nie jesteśmy przecież idiotami. A oglądamy takie rzeczy nie po to, aby je naśladować, ale po to, aby się czegoś dowiedzieć.

A co na to Kościół?

Kościół nie jest neurotyczną starszą panią, która widzi we wszystkim obrazę, zgorszenie i zagrożenie. To Kościół nie lęku, lecz nadziei. I nie jest od tego, aby oceniał wszystko z punktu widzenia moralności chrześcijańskiej. A Pani by chciała, żeby trząsł się nad najdrobniejszym przejawem popkultury i stawiał pieczątki: Zgodne lub Niezgodne?

Nie to, że bym chciała.  Mimo wszystko mam czasem wrażenie, że Kościół lubi się takimi rzeczami zajmować. Np. dopatrywać pogańskich, niebezpiecznych treści w Harrym Potterze. Czy to może jest jakiś inny Kościół, o którym mówimy?

Kościół jest jeden – katolicki i powszechny. I szalenie przez to też różnorodny przy wspólnych podstawach. Mieści się w nim i Ojciec Rydzyk i inne, czasem kontrowersyjne postaci, mimo, że mówią różne dziwne rzeczy… ja też się w nim mieszczę, bardzo dobrze, ze wszystkimi kończynami, głową i jęzorem.

Rozmawiała  Bianka Siwińska

Lubię to!