Wybierz zawód

The file ///wyszukiwarka/wybierz_zawod_left.php cannot be included!
It does not exist or is not readable.
Przegrani na starcie? Drukuj Poleć znajomemu
Oceny: / 24
KiepskiŚwietny 
Przegrani na starcie?Nareszcie, już za kilka miesięcy kończę magiczne 18 lat! Powinienem skakać z radości - w końcu będę dorosły... A może nie ma z czego się cieszyć?

Wszyscy będą traktować mnie poważnie, dostanę prawa wyborcze, dowód osobisty, sam będę decydował o sobie. Jednak, im bliżej tego dnia, im bliżej najważniejszych decyzji - co dalej po liceum, jaki zawód wybrać, jakie studia? Czuję się jakoś nieswojo i... odsuwam decyzje na później. Gdy myślę o przyszłości widzę ciemność. I to nie jest tak, że totalny ze mnie pesymista, wręcz przeciwnie, na co dzień inni wręcz czasami stopują moją aktywność i energię. Bywa jednak, że włącza mi się takie dziwne realne myślenie. Co mnie czeka? Jaką przyszłość mam zapisaną w gwiazdach?

Nie, nie, do wróżki nie pójdę - wiem, że moja kariera w moich rękach. Tak też staram się działać. Każdego dnia rano pakując rzeczy do szkoły powtarzam sobie moją mantrę "nie dać się belfrom, nie dać się szkole..." I znowu nie myślcie, że ze mnie taki totalny leser, czasami nawet lubię tę zabawę w groźnych sierżantów wiedzy i pustogłowych rekrutów edukacji. Oni pragną uczynić z nas chodzące encyklopedie, a my unikając pól minowych i luf artylerii, staramy się nauczyć przydatnych nam w życiu umiejętności. Wiem, że mój najbliższy cel to matura i dobre studia - bez nich mam niewielkie szanse. Jedynie to może dać mi jakiś start - przepustkę do dorosłego życia.

Niestety nie mam rodziców z kasą, ani z układami, nikt nie przepisze na mnie firmy, ani nie załatwi ciepłej posadki. Więc cóż, do dzieła - sami rozwińmy skrzydła i wzlećmy...

Energia młodości

Z tymi skrzydłami to jednak nie jest takie proste. Usilnie próbuję, staram się bardzo, ale w żadnym lustrze nie zauważam nawet małych skrzydlątek na plecach. Z dzieł literatury i z lekcji historii wiem, że jako młody człowiek powinienem mieć w sobie entuzjazm, wiarę i energię co góry przenosi. Powinienem wierzyć w ideały, trwałe wartości, dążyć do ambitnych celów... Dlaczego więc ta czarna wizja przyszłości tak mnie przytłacza? Dlaczego po prostu boję się, że nie mam szans?

Niestety ani ja, ani żaden z moich kolegów, z którymi rozmawiałem, nie czuje w sobie tej energii. W rozmowach między sobą nie snujemy dzisiaj wizji lepszego świata, nie planujemy budowy "szklanych domów", nie pragniemy zostać Supermenami, by ratować ludzkość.

Mówiąc o przyszłości, przede wszystkim kombinujemy, jak tu się wpasować w to, co przygotowali dla nas nasi rodzice. W to, co zbudowała PRL, zmieniła "Solidarność" i co wykańczają i rozkradają do końca bohaterowie kolejnych afer.

Mówiąc o naszej przyszłości mierzymy ją podstawowym kryterium naszych czasów: "czy to mi się opłaca?". Szukając podstaw do swoich życiowych decyzji zastanawiamy się, czy warto być pomiatanym przez wszystkich robolem, niedowartościowanym nauczycielem, pielęgniarką żyjącą z jałmużny, a może skorumpowanym lekarzem, politykiem, bądź urzędnikiem? I nie jest to dla nas hipotetyczne gdybanie, ale realna i zimna kalkulacja dotycząca naszej przyszłości! Doskonale wiemy, że jak się nam nie uda, to życie zaoferuje nam jedynie bezrobocie, wegetację, zasiłek - bycie nikim!

My naprawdę nie jesteśmy już naiwnymi dziećmi, wiemy co to bieda, rozpacz i bezradność - coraz więcej jest ich dookoła nas.

Wiem, że nic nie wiem

Myślę sobie czasami, że ten mój strach przed przyszłością, moja niepewność, bierze się po części z tego, że nie mam najmniejszego pojęcia o tym, co mnie czeka. Nie wiem, jaki powinienem wybrać zawód, aby mieć większe szanse zdobycia pracy w przyszłości? Jakie są perspektywy rozwoju dla mojego miasta, regionu, kraju? Nie wiem, czego powinienem uczyć się na studiach, aby sprostać oczekiwaniom dzisiejszych pracodawców?

Generalnie nie potrafię sobie wyobrazić siebie w przyszłości. Jak mam tam dojść, skoro nie znam celu, nie znam dróg i nikt mnie do to tego nie przygotował?

Potrafię narysować wzór wodorotlenku gadolinu, wiem, jak rozmnaża się pantofelek, kiedy były rozbiory Polski i jak pisze się "gżegżółka", ale nie umiem adekwatnie opisać samego siebie, nie znam swoich dominujących kompetencji, nie umiem szukać pracy, nie potrafię napisać planu życiowego na najbliższe lata, nie wiem, gdzie szukać aktualnych informacji o zmianach na rynku pracy.

A może by tak choć jedną lekcję w tygodniu przeznaczyć na "Przygotowanie do pracy, dorosłości lub po prostu... do życia!"

Wyścig o pracę

Żeby włączyć się do wyścigu o miejsca pracy na przykład w Niemczech, a miałem okazję trochę poznać ten kraj, muszę stanąć w szranki z jego młodymi obywatelami. I tu już właściwie na starcie nie mam szans, bo ich trening trwa bardzo długo - jest systemowym i systematycznym przygotowaniem się do uczestnictwa w rynku pracy, wspieranym przez państwo ogromną gamą narzędzi, metod i informacji zawodowej. Porównując naszą wiedzę i umiejętności życiowe (planowania własnego rozwoju zawodowego itd.) widzę dla siebie jedynie rolę egzotycznego dziwadła: Kali chcieć szczerze, ale nie wiedzieć zupełnie jak...

I tak zaczynam powoli żałować, że ta 18-ka już niedługo - poproszę chyba o dodatkowy czas lub o pozwolenie zostania dzieckiem na zawsze.

    Licealista z Gdańska