Wybierz zawód

The file ///wyszukiwarka/wybierz_zawod_left.php cannot be included!
It does not exist or is not readable.
Cudze chwalicie, swego nie znacie! Muzyczne podsumowanie roku 2008 Drukuj Poleć znajomemu
Oceny: / 10
KiepskiŚwietny 

Cudze chwalicie, swego nie znacie!Przez ostatni rok z ciekawością przyglądałam się dokonaniom polskiej sceny muzycznej. Regularnie zgłębiałam tajniki rodzimego rynku muzycznego. Zapytacie pewnie: co tu jest do zgłębiania? Ależ moi drodzy... Cudze chwalicie, swego nie znacie! W ostatnim roku pojawiło się na polskim rynku kilka wartościowych propozycji. Niemniej interesujących od krążków zagranicznych gwiazd.

Ja, co prawda, polskością nie grzeszę. Mój patriotyzm ogranicza się do codziennego zakupu kilku produktów polskiej marki w osiedlowym sklepie i konfrontacji z niewiarygodnie niezadowoloną panią ekspedientką. Ale ostatnio - ku mojemu zdziwieniu - zaczął przejawiać się też na płaszczyźnie muzycznej. Mamy się bowiem czym pochwalić. O dokonaniach polskiej sceny muzycznej słychać nawet poza granicami kraju (zawsze to lepiej błyszczeć w obrębie świata muzyki, niż na scenie politycznej - zwłaszcza biorąc pod uwagę poziom tejże sceny w Polsce). Komu udało się rozbudzić resztki postawy obywatelskiej w tak "apatriotycznej" istocie jak ja?

Ku uciesze płci "pięknej" (mniej lub bardziej co prawda) zacznę od mężczyzn. Nie ukrywam, że to męski muzyczny światek wywarł na mnie w minionym roku największe wrażenie. Jak już zaczynać po męsku, to w liczbie mnogiej, co więcej, rodzinnie. Mowa o fenomenalnym trio (Wojciech Waglewski, Fisz, Emade) i albumie Męska muzyka. Spojrzenie na dźwięki z perspektywy Wojciecha Waglewskiego, wybitnie zdolnego kompozytora i gitarzysty, członka formacji VooVoo, Osjan, znanego ze współpracy ze Zbigniewem Hołdysem, zespołem Raz Dwa Trzy, Maleńczukiem (album Koledzy) i wielu innymi artystami w połączeniu ze świeżym i równie nowatorskim pojmowaniem dźwięku jego synów to prawdziwa uczta dla ucha. Duet Fisz/Emade wciąż łamie kanony i hip-hopową konwencję, skutecznie odpierając próby zaszufladkowania muzyki, którą tworzą. Ich działalność na scenie polskiego hip-hopu wywróciła scenę tego gatunku do góry nogami. Na krążku Męska muzyka stroną tekstową zajęli się Wojciech Waglewski i Fisz (Bartosz Waglewski), z roli producenta fantastycznie i owocnie wywiązał się natomiast Emade (Piotr Waglewski). Męska muzyka to także popisy Bartosza Łęczyckiego (harmonijka ustna) oraz Marcina Mareckiego (fortepian/pianino elektryczne). Album jest kapitalny nie tylko pod względem muzycznym (znana już wszystkim i charakterystyczna dla Waglewskiego gitara, Fisz udzielający się na basie i Emade na perkusji), ale i tekstowym. Są to historie opowiadane, co prawda przez mężczyzn, ale tak szczere i prawdziwe, wpadające w ucho, że nie sposób odmówić im uroku. Jestem pewna, że Męska muzyka znajduje się obecnie w płytotece niejednej zawziętej feministki.

Idąc tropem braci Waglewskich (Fisza i Emade) nie sposób nie wspomnieć o najnowszym płodzie muzyków. Heavi metal to kompozycja dziesięciu utworów, utrzymanych w konwencji typowej dla duetu (głosu Bartka wciąż nie sposób pomylić z żadnym innym wokalem, również zabawa słowem i efekt wnikliwej obserwacji rzeczywistości, zobrazowany przy udziale dźwięku i słów, nikomu nie wychodzi tak dobrze, a sampling i beat'y Emade są rozpoznawalne już od pierwszych sekund). Teksty to przede wszystkim powrót do przeszłości, kiedy braci fascynowała muzyka grupy Iron Maiden, Sodom, Anthrax (stąd tytuły utworów Iron Maiden, 666 itp.). To opowieści szkolnych perypetii, fascynacji płcią przeciwną, ale przede wszystkim genialne i trafne komentarze odnośnie rzeczywistości, mnóstwo ironii i pomysłowych kontrastów słownych, które sprzyjają fabule historii zamieszczonych na Heavi metal. Singlem promującym krążek jest Wiosna 86. Stylem przypomina stare dobre dźwięki z lat 80., za co szczere ukłony w stronę pana Emade, co zresztą otwarcie czynię.

Przenieśmy się w nieco inny wymiar, w świat subtelnych, zwiewnych i romantycznych doznań, jakie w tym roku zapewnili nam Anita Lipnicka i John Porter. Goodbye to ostatni album w dorobku fonograficznym pary. Album to pożegnanie z fanami duetu, jest jednak pożegnaniem niebanalnym. Wdzięczne i pełne uczucia kompozycje, akustyczna podróż do świata zakochanych, którzy, ciągle na wysokim poziomie kuszą kunsztem i muzyczną elegancją, zmuszając do refleksji nawet zdeklarowanych realistów.

Fenomenem na polskiej scenie muzycznej okazała się w 2008 roku Maria Peszek. Kontrowersyjna artystka, we współpracy z Andrzejem Smolikiem, wydała genialny album Maria Awaria, robiąc tym samym niemałe zamieszanie wśród krytyków. Kwestia gustu: jednych flirt ze słownikiem języka polskiego w wykonaniu Marysi zwala z nóg i urzeka trafnością metafor i porównań, na pozór niezwykle prostych; innym z kolei spędza sen z powiek, bulwersuje. Faktem pozostaje jednak niezaprzeczalny styl, nowatorstwo i niekonwencjonalność polskiej wokalistki. Wraz z płytą ukazała się także książka autorstwa Marii, Bezwstydnik, zbiór "babskich" przemyśleń i refleksji, który zainteresuje nie tylko kobiece grono fanów artystki. Prowokacja, hedonizm, biologizm i fascynacja ciałem - to tylko niektóre z motywów, przejawiających się na płycie. Maria Awaria oferuje wiele więcej, wystarczy tylko wsiąknąć w "peszkowe" opowieści i znaleźć sens w rzekomej prostocie utworów pełnych niespodzianek. Na płycie znajduje się 14 utworów, single promujące krążek to Ciało i Rosół.

Czas na niespodziankę roku 2008, zaskakujący projekt polskich, zdolnych muzyków pod szyldem Silver Rocket. Sąsiedzi pytają o pochodzenie muzyków, główkują nad unikalnym warsztatem wokalnym i zachodzą w głowę "who is who", a to Polska właśnie! Silver Rocket to projekt Mariusza Szypury. Do współpracy przy produkcji albumu zaprosił kilku charakterystycznych polskich muzyków. Na płycie wokalnie udzielają się m.in. Artur Rojek, Ania Dąbrowska, Monika Brodka, Katarzyna Nosowska, Karolina Kozak, SiStars, formacja Old Time Radio i wielu innych polskich muzyków. Instrumenty, nadające muzyce Silver Rocket tak unikany wymiar, to np. theremin, flet, trab, skrzypce, a wszystko niepowtarzalnym czyni także użycie starych analogowych urządzeń rodem z lat 60tych. Krążek Tesla poświęcony został działalności tegoż wynalazcy, o czym świadczy także bogata oprawa graficzna. Hitem nidługo po wydaniu albumu okazały się utwory Edison, Niagara Falls, Eyes Without A Face czy Nothing Is Forever. Muzyka to mieszanka elektronicznej psychodeli ze stylowym brzmieniem lat sześćdziesiątych i delikatnym akcentem popowym.

Rok 2008 to także czas Adama Ostrowskiego, znanego bardziej jako O.S.T.R. Albumem Ja tu tylko sprzątam muzyk po raz kolejny potwierdził słuszność swej obecności na polskiej scenie hip-hopowej i, w odróżnieniu od polskiej tendencji do częstochowskich rymów i modnego bluzgania występującego w roli przecinka, popisał się umiejętnym podsumowaniem otaczającej go rzeczywistości. Trafne komentarze, przemyt odpowiedniej dawki sarkazmu, umiejętność zachowania dystansu wobec świata i autobiograficzne opowieści muzyka pozwalają na swobodny przepływ przekazu, podkłady zapadają w pamięć i nękają nocami, od niektórych wprost nie sposób się uwolnić (np. 1980), jest to jednak aspekt jak najbardziej pozytywny. Album jest dziewiątym w kolekcji rapera, dostępny także w wydaniu dwupłytowym z wersjami instrumentalnymi zapisanych na krążku utworów. Ponad 76 minut muzyki na naprawdę wysokim poziomie, z tendencją uzależniającą nawet uprzedzonych do polskiej muzyki hip-hopowej (mogę potwierdzić to osobiście, jeszcze do niedawna byłam uprzedzona do muzyki Ostrego!).

Długo oczekiwane, dwupłytowe wydawnictwo formacji Coma mnie osobiście zwaliło z nóg. Album niesamowity, nie tylko za sprawą konceptu i historii towarzyszącej poszczególnym kompozycjom, ale i tekstowo, instrumentalnie. Hipertrofia to prawie dwugodzinne mistrzostwo w wykonaniu Roguckiego i spółki, historia człowieka od chwili jego przyjścia na świat, a nawet nieco wcześniej. Wraz z głównym bohaterem przeżywamy cały szereg młodzieńczych perypetii, towarzyszymy mu podczas wejścia w dorosłość, by w końcu powrócić do początku, do pytania o sens ludzkiego życia i refleksji nad wolą istnienia. Rozczarowani płytą zarzucają: zbędne nacechowana emocjonalne i za dużo niepotrzebnych fragmentów dźwiękowych, bez konkretnego zastosowania. Ci, którym płyta się podoba mówią o unikalnej atmosferze, dziele dopracowane od początku do końca, majstersztyku poetyki Roguckiego i umiejętnościach instrumentalnych zespołu. Kwestia gustu, jak dla mnie - fenomen.

Można by pisać o wielu innych polskich muzykach, o debiutach, sukcesach, rozczarowaniach. To jedynie subiektywna ocena wydarzeń ostatnich miesięcy na polskim rynku muzycznym, subiektywna ocena kompozycji polskich artystów, także tych niedocenianych. Dziś siłę ma przecież muzyka głównie w języku angielskim, gdzie tekst opiera się na refrenie o treści szłam, szłam, lecz nie doszłam (autentyk) czy też "wielcerefleksyjnych" przemyśleń blondpiękności zza oceanu (tak, wiem, już mnie nie kochasz, ale może jednak spotkamy się wieczorem). Zanim zaczniemy narzekać na kolejny rok zastoju w rozwoju polskiej muzyki rozrywkowej, warto przypomnieć sobie absolutnie genialny album Lao Che Gospel, zwrócić uwagę na nowości od formacji Dick4Dick, Koniec Kryzysu zespołu Pustki, debiut Oszibarack, czy choćby wspomnieć poczynania Czesława (Czesław śpiewa. Debiut). Jaki naród, taka muzyka. Sam Ludwik Van Beethovena twierdził, że muzyka potrzebą narodów!. Zacznijmy potrzebować, a nasze pragnienia zostaną zaspokojone.

   
  Muzycznego podsumowania roku 2008 dokonała Ada Pastuch.