Wybierz zawód

The file ///wyszukiwarka/wybierz_zawod_left.php cannot be included!
It does not exist or is not readable.
Czuję, że umrę młodo Drukuj Poleć znajomemu
Oceny: / 49
KiepskiŚwietny 
Paweł MałaszyńskiO muzycznych i filmowych fascynacjach, warsztacie aktorskim i telewizyjnych reklamach z Pawłem Małaszyńskim - popularnym aktorem rozmawia Marta Olbryś.

Masz punkową fryzurę. Skąd taki image?

Dobrze się w tych włosach czuję. Mam duszę rockmana i ta fryzura wyraża moją osobowość i muzyczne fascynacje.

Trzy razy zdawałeś do Akademii Teatralnej. Skąd taka determinacja?

Marzenia. Nie wiedziałem czy się do tego zawodu nadaję. Cały czas nie wiem. Pewnie będę miał takie wrażenie do końca życia. Doświadczam tego zawodu z dnia na dzień. Mam wrażenie, że nic innego nie mógłbym w życiu robić. Gdybym nie dostał się do szkoły teatralnej we Wrocławiu, to pewnie wylądowałbym w wojsku.

Przyłamałeś się mocno, kiedy pierwszy raz się nie dostałeś?

Nie, bo nie miałem wtedy pojęcia, w co się pakuję. Byłem zielony, jeśli chodzi o rozumienie warsztatu i teatru. Cisnęło mnie, bo aktorstwo było jednym z moich marzeń, więc pomyślałem, że głupio byłoby nie spróbować jeszcze raz. Nie chciałem sobie wyrzucać na starość, że odpuściłem. Za drugim razem postanowiłem się dobrze przygotować i poszedłem do studium aktorskiego L'Art, w którym przygotowywałem się już pod kątem egzaminów. Nie robiłem tam wielkiej sztuki, ale solidnie zaliczałem półroczne prezentacje. W końcu dostałem się do PWST we Wrocławiu, bo tylko tam mnie chcieli, a próbowałem wszędzie: w Łodzi, Warszawie, Krakowie.

Paweł MałaszyńskiKiedy pierwszy raz Ci zaświtała myśl o aktorstwie? Podobno miałeś być prawnikiem.

To były dziecięce marzenia, wiesz jak to jest, być gwiazdą rocka, sławnym aktorem albo piłkarzem. Po maturze trafiłem na prawo, ale długo tam miejsca nie zagrzałem. Jak posłuchałem paru wykładów, to zrezygnowałem. Ja, buntownik z natury, nie widziałem siebie w roli prawnika.

Czy lata nauki we Wrocławiu były harówą czy dobrą zabawą?

Cztery lata w szkole to jest najlepszy okres w moim życiu, podobnie jak moment kiedy nie miałem żadnej szkoły. Najpiękniejszy czas był przed maturą, zaraz po i na studiach. Wtedy byłem młody i miałem poczucie totalnej wolności. To były szalone lata studenckie, ale bez olewania. Wczuwaliśmy się w zadania aktorskie. Dopiero tam pokochałem teatr.

Dużo dała Ci szkoła?

Z całym szacunkiem dla profesorów i dla rzeczy, które w trakcie studiów zrobiłem, nie dała mi wiele. Poznałem tam twórczość Jeana Geneta i innych artystów, którzy mnie zafascynowali. Nawiązałem mnóstwo przyjaźni z ciekawymi ludźmi. Ale prawda jest taka, że dopiero życie nauczyło mnie zawodu. Aktor, młody człowiek po szkole, zderza się z rzeczywistością, musi walczyć o siebie i swoją karierę. Przechlapana sprawa.

A naturszczyk może zagrać w teatrze?

W zasadzie naturszczycy tam nie grają, ale zdobywają doświadczenie, grając na przykład w serialach. Dzięki temu stają się coraz bardziej profesjonalni.

Jak traktujesz nagrody, które dostałeś?

Wszystkie nagrody, które otrzymałem, to wyraz uznania publiczności. Dzięki niej cały czas jestem i istnieję. Różnie to bywa w tym zawodzie. Dziś jesteś, a za rok cię nie ma.

Do szkół teatralnych startuje po 40 osób na jedno miejsce. Co byś powiedział tym młodym ludziom przy tak ogromnej konkurencji?

Niech walczą o swoje marzenia i niech nie dają się "lepić". W tym zawodzie łatwo jest być jak chorągiewka, dlatego trzeba wiedzieć, czego się chce. Mieć osobowość, własne zdanie. Jest się uzależnionym od innych ludzi, ale nie warto być tylko maszyną do wykonywania poleceń, trzeba pracować nad partnerstwem. Jedna i druga strona dialogu powinna się siebie nauczyć.

Początki były trudne?

Tak, bo byłem zbuntowany. Ludzie z branży mieli poczucie, że wiem wszystko lepiej. A tu chodzi o skonfrontowanie swoich opinii z reżyserem czy producentem. Nie uważam, że jestem alfą i omegą, ale moje zdanie też powinno się liczyć. Oczywiście mogę myśleć źle, ale chodzi o konfrontację i dojście do consensusu. Na planie czy w teatrze jesteśmy grupą, zespołem - gramy w jednej lidze.

U kogo chciałbyś zagrać?

U Małgorzaty Szumowskiej, Agnieszki Glińskiej, Kasi Adamik, Krzysztofa Krauze i Juliusza Machulskiego. Marzy mi się też praca z Krzysztofem Warlikowskim albo Grzegorzem Jarzyną. Mam świadomość, że dla niektórych z tych reżyserów, taki ktoś jak ja nie istnieje.

Jesteś liderem zespołu Cochise. Masz dobry głos?

Nie mnie to oceniać. Dostaje różne opinie, jedni mówią: o, kolejny aktor, który śpiewa, inni że głos mam, delikatnie mówiąc, średni, a niektórym podoba się mój wokal. Zdania są podzielone. Młodzi ludzie powinni nauczyć się, że nie są w stanie sprostać zapotrzebowaniu wszystkich i to na 100%. Najważniejsze, żebyś robił to, co podpowiada ci dusza i instynkt. Kiedy wstajesz rano, patrzysz w lustro i mówisz: sprzedałem się -  to koniec - przynajmniej dla mnie. Zwłaszcza w tym zawodzie.

Proponowano Ci udział w reklamie?

Nie mam nic przeciwko reklamie i oczywiście mam sporo propozycji, ale zawsze coś mi nie gra z moim wewnętrznym ja. To musi być jeden organizm, muszę naprawdę dobrze się czuć reklamując dany produkt i oczywiście muszę być zadowolony z pieniędzy, które mi zaproponują.

Co mógłbyś reklamować?

Na pewno nie szampon do włosów (śmiech)

Paweł Małaszyński

Czy uważasz się za kontrowersyjnego, odważnego w swoich wyborach aktora?

Moją sesję w MELMANIE wiele osób uważało za przegięcie. Tak samo rola geja w Figo Fago u Szymona Majewskiego. W mojej krótkiej 6-letniej karierze najlepsze kawałki zagrałem właśnie u niego (śmiech). Jeden chłopak, którego kiedyś spotkałem powiedział mi, że był zaskoczony moimi możliwościami warsztatowymi po obejrzeniu tej roli.

Niektórzy mówią, że jesteś aktorem jednej miny...

Tak słyszałem, ale pociągnąć tyle filmów na jednej minie, to chyba jest sztuka? (śmiech). Wiesz niektórzy powiedzą, że jestem do bani, z drewna czy też z innego materiału czy kruszcu, inni, że jestem fajnym, dobrym aktorem.

Zostałeś wybrany Najpiękniejszym Polakiem 2005 r. przez czytelników Vivy. Pomaga Ci uroda w twoim zawodzie czy nie?

Trudno mi powiedzieć. Wiem jak wyglądam i czasem pewnie jest to kartą przetargową, ale czasem jest przykro, kiedy ktoś uważa cię tylko za fajną dekorację. Uroda może i pomagać i przeszkadzać w tym zawodzie. Zobacz, że u nas bardzo ładne aktorki rzadko się oszpeca do roli, tak jak zrobiła to Charlize Theron w filmie Monster.

Nie zgadzam się. A Kasia Figura w Żurku albo Marta Żmuda-Trzebiatowska w Sercu na dłoni?

Tak, oczywiście, ale to są naprawdę wyjątki. Żyjemy stereotypami. Niektórzy patrzą na ciebie przez pryzmat jednej roli, szufladkują. To blokuje możliwość rozwoju. Ludzie boją się ryzykować. Szkoda.

Niektórzy uważają Cię za buca, za człowieka z ogromnym dystansem do świata i ludzi.

Nauczyłem się dystansu, bo wiele osób mnie wykorzystało. Dystans to obrona. Nie przejmuję się nadmiernie tym, co o mnie mówią, myślą, piszą. Nie czytam tekstów na forach internetowych o sobie i swojej rodzinie. Tam możesz być każdym i opluć każdego. Oczywiście, jak idę do sklepu po bułki i widzę siebie w jakieś gazecie, to zajrzę i przeczytam. Ciekaw jestem bardzo, co u mnie nowego słychać (śmiech).

Mam wrażenie, że jesteś bardzo smutnym człowiekiem?

Nie. Jestem po prostu zmęczony.

Podobno masz poczucie, że umrzesz młodo?

Jan Kobuszewski mówi, że nie warto umierać młodo, bo trzeba żyć jak najdłużej, jak najbardziej godnie. Nie chcę umierać. Może dlatego tak często myślę o śmierci, bo się jej boję. Nie mogę sobie wyobrazić, że mnie fizycznie nie będzie.

Zawód aktora daje szansę doświadczania wielu aspektów rzeczywistości.

On daje niewyobrażalną zdolność transformacji. Ja zawsze lubiłem pobudzać swoją wyobraźnię. Moja podświadomość jest silniejsza niż moja świadomość. Mogę wcielać się w postaci, którymi nigdy się nie stanę i być w miejscach, w których nigdy bym nie był. To jest naprawdę fascynujące.

Masz jakieś autorytety?

Nie. I nigdy nie miałem. Jest mnóstwo aktorów, muzyków, reżyserów, wspaniałych ludzi, których cenię i podziwiam, ale żaden z nich nie był i nie jest moim autorytetem.

O czym marzy Paweł Małaszyński?

O wiecznym zdrowiu, bo z resztą sobie poradzę.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Marta Olbryś

Lubię to!