Wybierz zawód

The file ///wyszukiwarka/wybierz_zawod_left.php cannot be included!
It does not exist or is not readable.
Po co ten sport? - Raport specjalny Drukuj Poleć znajomemu

Nic na siłę

Z gorzką recenzją Dobosza zgadzają się edukatorzy. Zapytany przez nas ex nauczyciel WF, a obecnie instruktor fitness Michał Chaciński zdradza kulisy pracy swoich byłych kolegów po fachu. - Dzieci są coraz mniej sprawne, ale jakie mają być? W dobie komputerów, dobrobytu, nie mają wewnętrznej potrzeby i ochoty, żeby ćwiczyć. Nauczyciele zarabiają grosze, idą na łatwiznę, nikt tego nie kontroluje. Obecnie pracuję w klubie fitness i widzę zaniedbanych 20-paroletnich emerytów, którzy nie są w stanie nawet raz podciągnąć się na drążku. Wszyscy uczniowie w przyszłości będą wydawać olbrzymie pieniądze na karnety, masaże, dietetyków a gdyby system był właściwie skonstruowany wszystkie te prawidłowe nawyki nabyliby za darmo, w szkole. Nauczyciele zarabiają jednak tak mało, że o tzw. misji zapominają ilekroć dostaną wypłatę, jak w „Dniu Świra” – opowiada.

/images/Raporty/wypatrzenie_talentu_plywak.jpg
Takie baseny, zwłaszcza dla młodzieży w mniejszych miastach wciąż pozostają marzeniem

Co zatem zrobić? Janusz Dobosz, który podczas koordynowania populacyjnego badania kondycji fizycznej zetknął się z wieloma nauczycielami przedstawia własną receptę. - Wprowadziłbym mechanizm badania efektów edukacyjnych. To byłoby najłatwiej zrobić, nie kosztowałoby tak wiele. Nauczycielom powinno się stawiać mierzalne cele, do których powinni dążyć. Potrzebne jest im jasne wytyczenie pewnego minimum, które powinni w kwestii edukacji fizycznej osiągnąć. Minimum zarówno w zakresie wiedzy o zdrowiu, znajomości własnego organizmu, dbania o niego, w zakresie aktywności ruchowej, rozumianej jako zapoznanie uczniów z jak największą liczbą form aktywności ruchowej i trenowanie tych, które zainteresują ucznia. Ważne byłoby również stawianie wymagań wobec sprawności fizycznej, tak aby dla nastolatka podbiegnięcie do tramwaju nie było progiem, którego nie byłby w stanie pokonać – analizuje.

Nie każdy jest Schwarzeneggerem

Nauczyciele nie powinni zmuszać uczniów do określonego typu aktywności fizycznej. - Moglibyśmy mówić, że każdy mógłby wyglądać jak Schwarzenegger ale prawda jest taka, że budowę ciała dziedziczymy po naszych rodzicach, także właściwości, które wpływają na naszą sprawność fizyczną – mówi dr Janusz Dobosz. Według obecnego systemu uczniowie poznają podstawy najpopularniejszych gier i wszyscy wykonują te same ćwiczenia. A co jeśli któryś z nich zgłosi nauczycielowi chęć trenowania dyscypliny bardziej niszowej? W dużych miastach będzie miał on szansę na pomoc, ale w mniejszych, o uboższej infrastrukturze nie ma szans na rozwój. – W małych miejscowościach bez podjęcia intensywnych działań może być tak, że co prawda powstanie boisko, ale nie będzie animatora zajęć, który zachęci młodych do wysiłku. Obecnie w Polsce mamy do czynienia z relatywnie małą rozpiętością kondycji fizycznej młodzieży, ale jeśli te tendencje się utrzymają, będzie się ona zwiększać i różnice między uczniami z różnych środowisk będą rosnąć – mówi Dobosz.

/images/Raporty/bilardmozepomocsoobomamajacymproblemyzkoncentracja.jpg
Bilard jest idealną dyscypliną dla nastolatków mających problemy z koncentracją i precyzją

Co na to uczniowie? Zapytany przeze mnie o własną opinię Tomek, uczeń II klasy LO im. Baczyńskiego w Warszawie jest speszony, gdy ma powiedzieć cokolwiek na temat lekcji WF. – Nie jestem sprawny, mam świadomość, że nie jestem najlepszy, ale chciałbym żeby program ułożony był tak, aby każdy robił to, co lubi, i to, na co pozwala mu jego ciało. Dlaczego ci, co są w reprezentacji szkoły w siatkówkę mają grać z tymi, którzy nie umieją serwować inaczej niż „od dołu”? – pyta.

Indywidualizacja na lekcjach WF pozwoliłaby wyeliminować też inne zagrożenie - dla profesjonalnego sportu. Traktowanie młodzieży jak monolitu sprawia bowiem, że trenerom umykają nawet olbrzymie talenty. – Zwróćmy uwagę na Adama Małysza, czy Justynę Kowalczyk, obydwoje są rodzynkami, reszta kadry odstaje od nich o lata świetle. Ich początki nie były łatwe, ale możliwe – dzięki temu, że urodzili się w górach, i mieli tam akurat warunki do uprawiania skoków, czy biegów narciarskich. A co gdyby potencjalnie znakomity pływak chodził do szkoły we wsi, od której najbliższy basen oddalony jest o 50 kilometrów? – pyta Mateusz Lewandowski, pływak i instruktor prowadzący zajęcia dla młodzieży w Warszawie.

fot. Bartosz Rymkiewicz
Młodzi nie lubią biegać, starsi za to coraz bardziej - frekwencja na biegach ulicznych rośnie z roku na rok

Byle się ruszać

Kluczem do sukcesu w trafianiu do młodzieży jest oferowanie im konkretów. Należy dobrać i zaoferować im dyscyplinę, która będzie do nich pasować. – Uczniowie powinni uprawiać te dyscypliny, które chcą. Po prostu. Może i dałoby się zbudować pewną hierarchię najkorzystniejszych dla zdrowia rodzajów wysiłku ale patrząc pragmatycznie – jeśli jakiś chłopak chce uprawiać boks, i tylko to go interesuje, to powinien spróbować. Można szukać pewnych powiązań między budową ciała a sugerowanymi dyscyplinami. Mówię tu o aspekcie kompensacyjnym. Moim zdaniem, należy pracować nad tym, czego nam brakuje. Czyli np. słabi fizycznie powinni popracować nad swoją siłą, a ci, którzy mają problemy ze spostrzegawczością wybrać te aktywności, które rozwijają właśnie tę cechę – analizuje Dobosz.

Znaleźć swoją niszę

Wielkim wyzwaniem dla osób odpowiedzialnych za usportowienie młodzieży jest przekonanie dzieci do uprawiania sportu  w czasie wolnym od szkoły. Najmniej problemów z kondycją ma młodzież, która wychowywała się w rodzinach, gdzie sport jest codziennością, znacznie trudniej jest przekonać do aktywności dzieci, które nie interesują się sportem, a w swoim najbliższym środowisku nie mają właściwych wzorców. A takim mógłby być Wojciech Staszewski - reporter Dużego Formatu, współautor akcji społecznej Polska Biega, ojciec kilkorga dzieci i zapalony biegacz. Ma 43 lata i przebiegł 42 maratony, w których startuje od 29 roku życia. Jak sam przyznaje – w młodości biegał, ale szybko mu się to znudziło, bo uznał, iż idąc na studia jest zbyt poważny na takie głupoty.

fot. Wojciech Staszewski
 Wojciech Staszewski: - Bieganie wpisuje się w modę na zdrowy tryb życia. Ludzie, kiedy się uczą, to w wolnym czasie imprezują, a gdy skończą edukację - ciężko pracują, żeby się dorobić. Dopiero wtedy uświadamiają sobie, że poza mieszkaniem na kredyt dorobili się też brzucha. 

Do sportu powrócił po latach. – Moje zainteresowanie bieganiem paradoksalnie wynikało z mojej niesportowości. Byłem, mały, chudy, słabo grałem w piłkę i kiepsko się biłem. Jednocześnie lubiłem się ruszać. Uznałem, że mam predyspozycje do biegania i tak to się zaczęło - wspomina. Mimo, że pokonywanie kolejnych kilometrów jest jego pasją, o której mógłby rozmawiać godzinami, również nie uważa, by każda dyscyplina pasowała do wszystkich. Twardo stoi też na stanowisku, iż to on, jako rodzic, pełni istotniejszą rolę niż szkoła w zaszczepieniu sportowego bakcyla. Jednak sam nie zmusza swoich bliskich do joggingu. – Nic na siłę, to moja zasada. Wybór dyscypliny jest kwestią temperamentu. Moja najmłodsza 8-letnia córka lubi sobie pobiegać. Jednak najstarszy syn jest zafascynowany sztukami walki, i nie ma temperamentu biegowego. A żona, jako instruktorka fitness kibicuje mi i popiera ten sport, ale sama jest daleko od biegania – mówi.

Gorszy niż polski i matematyka

Czy stosunek do lekcji WF w szkole może przełożyć się na podejście do sportu w dorosłym życiu? Na podstawie rozmów z ekspertami można wysnuć taki wniosek. - Trochę pokutuje u nas takie poczucie, że sport jest czymś gorszym. Ważna jest matematyka czy język polski. Zupełnie inaczej podchodzi się do czegoś takiego jak WF. Zupełnie niezrozumiałe jest dla nas podejście, że dostaje się stypendium sportowe w szkole. Musimy zrozumieć, że lepiej dbać o ciało przy pomocy sportu niż medycyny – mówi Staszewski. – Mieszkam na wsi, gdy tam ktoś założy dres i wyjdzie na jogging będzie wyśmiany, a możliwe, że ludzie spuszczą na niego psy. Oni tego nie rozumieją – uzupełnia dr Dobosz. Co zatem zrobić, gdy WF nie stoi na wysokim poziomie, a najbliżsi nie wspierają w uprawianiu sportu? Iść lub biec pod prąd – właśnie na tym polega idea sportu.

   
 

Całą rozmowę z drem Januszem Doboszem znajdziesz w tym miejscu >>

 
   

Bartosz Rymkiewicz