Wybierz zawód

The file ///wyszukiwarka/wybierz_zawod_left.php cannot be included!
It does not exist or is not readable.
Z podniesioną głową Drukuj Poleć znajomemu

Z podniesioną głową Granie w ambitnych filmach to nie tylko wybór ścieżki kariery aktorskiej, ale też przypadek. Lesław Żurek, aktor, opowiada o tym, jak dużo przypadku było w jego życiu i o tym, dlaczego warto chodzić z podniesioną głową.  

Studiowałeś ekonomię, ale po trzecim roku przeniosłeś się do szkoły teatralnej. Dość radykalna zmiana. 

A w liceum chodziłem do biol-chemu z rozszerzoną geografią. I całe szczęście, bo myślę, że gdybym poszedł do kółka teatralnego w podstawówce, nigdy nie trafiłbym do szkoły teatralnej. Ekonomię zostawiłem, bo poznałem dziewczynę ze szkoły teatralnej i postanowiłem też spróbować.

Przypadek, ale twoje role w filmach o tematyce społeczno-politycznej, wydają się być celowym wyborem.

To też był przypadek. Do pierwszego filmu – Oda do radości, zostałem wybrany przez reżysera, który później robił Londyńczyków. Nie miałem świadomości, jaką historię opowiadamy. Większość ekipy stanowili studenci, a potem okazało się, że zrobiliśmy film, którym wiele osób się zachwyciło. Do Małej Moskwy zaproszono mnie na zdjęcia próbne – jedne, drugie, trzecie i zostałem wybrany. Z mojego punktu widzenia to był przypadek. Do produkcji Kena Loacha Polak potrzebny od zaraz trafiłem dzięki doświadczeniom emigracyjnym. Reżyser szukał aktora, któremu temat pracy na emigracji nie był obcy. 

Jakie doświadczenia emigracyjne przekonały Loacha, żeby obsadzić Cię w głównej roli?

Dwa razy na trzy miesiące wyjeżdżałem do USA w ramach programu work & travel. Mimo że były to wyjazdy wakacyjne, miałem okazję obserwować życie emigrantów polskich. Byliśmy z koleżanką w San Diego, spotkaliśmy tam sporo osób przysłanych przez tzw. biura pośrednictwa pracy. Pośredniaki miały dwadzieścia umów na jeden wyjazd, a robiły z nich dwieście. W związku z czym 180 osób, które leciało do USA, zostawało bez pracy. Łazili po San Diego i oddawali krew w szpitalu, żeby mieć się za co utrzymać przez 2-3 miesiące, dopóki nie przychodził termin powrotu do domu. Wtedy zobaczyłem, jak Polak potrafi oszukać Polaka – zawsze z uśmiechem.

Jak patrzysz na Polaka-emigranta z punktu widzenia osoby, która miała z tym styczność i jako aktor, który porusza się na tym polu?

Jest to zjawisko, ale nie problem, który mnie dotyczy. Dotyczył tylko w sensie wakacyjnej wyprawy, a nie w rozumieniu wyboru drogi życiowej. Mam wielu znajomych i bliskich osób, które się z tym borykają i nie jest mi to zupełnie obce. Ciekawie się obserwuje to zjawisko, ale to źle świadczy o sile naszego państwa, które nie jest w stanie zapewnić ludziom odpowiedniego poziomu życia. Emigracja zmienia mentalność, a emigranci, którzy wracają do kraju, przywożą nowe spojrzenie, inne wartości. To wpływa również na pozostałą część społeczeństwa, bo to zastrzyk innego myślenia. Innego niż to, które po komunizmie zostało. Choć system, w którym żyliśmy przez lata, miał też jakieś dobre strony – integrował społeczność. Jeżeli wyciągniemy z tych dwóch składników to, co najlepsze, możemy okazać się ciekawym narodem. 

Czy własne doświadczenia emigracyjne, choć tylko wakacyjne, przenosisz na bohaterów, których grasz?

Nie wiem, czy w przypadku Polak potrzebny od zaraz udało się to przenieść, ale to zainteresowało Loacha. A w Londyńczykach? Moja postać jest tam bardzo zdeterminowana. Bohater jest ambitny, ale boi się porażki, więc postępuje radykalnie. Nie robi czegoś za wszelką cenę, ale też nie odpuszcza. Przeżywanie na emigracji porażki, rozterki wymagają znalezienia w sobie hartu ducha. To ma mój bohater i może wynika to z tego, jak go sobie wymyśliłem.

A w pozostałych filmach? PRL (Mniejsze zło), stacjonowanie wojsk radzieckich w Polsce (Mała Moskwa) to poważne problemy. Zastanawiasz się nad nimi, nie tylko jako aktor, który przygotowuje się do roli?

Tak. Po części każde łączy się jakoś z moim życiem. Kilka lat przeżyłem w PRL-u, Mała Moskwa rozgrywa się w moich rodzinnych stronach, Polak potrzebny od zaraz i Londyńczycy wiążą się z emigracją.  Mniejsze zło w ciekawy sposób opisuje PRL. Ekipa, która pracowała nad filmem, miała tego świadomość. Ostatnio ten okres historyczny stał się dla kina inspirujący. Ludzie się już nie brzydzą PRL-u, nie boją się go i potrafią spojrzeć na ten czas bardziej obiektywnie. Po ostatnich filmach: Dom zły Wojtka Smarzowskiego, Rewers, Mniejsze zło, przyszedł dystans. Okazuje, że sposobów pokazania PRL-u jest dużo. 

Lesław Żurek (ur. 1979) – w 2005 roku ukończył Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Krakowie. Przez dwa lata po jej skończeniu występował w krakowskimTeatrze im. Juliusza Słowackiego. Jego pierwszą rolą filmową był Wiktor w filmie Oda do radości (2005). Później zagrał m.in. w filmie Kena Loacha Polak potrzebny od zaraz, Waldemara Krzystka Mała Moskwa i Janusza Morgensterna Mniejsze zło.

Sceptycznie odnosisz się do Polaków i do polskiej rzeczywistości…

W Polakach siedzi i będzie siedziała postawa wykształcona przez system PRL-u. Żyje w nas przeświadczenie, że człowiek powinien być pokorny. Za granicą wszyscy chodzą z podniesionymi głowami, a w Polsce z opuszczonymi. Polacy są tacy jak Kamil z Mniejszego zła. To się zmienia, ale generalnie społeczeństwo wygląda, jakby ktoś je cały czas męczył. Wracając z zagranicy do kraju widać, jak tu jest smutno i szaro. Dopiero gdy zarządzono ocieplanie budynków, robiło się kolorowo. Nawet taka kakofonia kolorów jest lepsza niż szarość, którą widać w polskich filmach. 

Rzadko bywasz. To jest wykonalne, gdy się jest aktorem?

Ja nie żyję w aktorskim światku. Pewne rzeczy mnie nie bawią i wtedy się w nie nie angażuję. Po prostu ten typ zabaw nie odpowiada. Nie jest to element kreowania wizerunku – mnie to po prostu nie interesuje. 

Pozostajesz tylko w sferze aktorstwa?

Tak, bo to mnie dla odmiany najbardziej interesuje i w tym jest największa zabawa. A reszta? Robię, bo muszę. Wolę żyć w przekonaniu, że aktorstwo to kwintesencja tego wszystkiego. Później zaczynają się komentarze, promocja, dyskusje, a tego unikam jak mogę, choć często to się nie udaje. Jednak, ponieważ wiem o co mi chodzi, otoczka nie zniechęca mnie do zawodu. 

A o co Ci chodzi?

O wspólne opowiadanie historii, która wszystkich inspiruje. To było najlepsze w pracy na planie Londyńczyków. Aktorzy i ekipa, którzy przyjeżdżali na plan, chcieli to rzeczywiście robić, cieszyli się ze wspólnej pracy. Seriale w Polsce są ogólnie nudne, bo nikomu się nie chce ich robić. 

Może byś tam osiadł na stałe, gdybyś skończył ekonomię?

Gdybym skończył pierwsze studia, pewnie nawet nie szukałbym pracy w Polsce, tak jak moi znajomi. 

W takim razie lepiej, że jednak nie skończyłeś.

Dziękuję za rozmowę. 

Joanna Sopyło

Lubię to!