Wybierz zawód

The file ///wyszukiwarka/wybierz_zawod_left.php cannot be included!
It does not exist or is not readable.
To drink or not to drink Drukuj Poleć znajomemu
to drink or not to drink?Stare buddyjskie przysłowie głosi: chcesz być szczęśliwy jeden dzień -upij się, chcesz być szczęśliwy całe życie -załóż ogród. Polacy dodali: ...aby mieć gdzie pić.

38% czy 40%, czyli statystyki procentowe i homo-alcoholicus...

W mojej najbliższej rodzinie naliczyłem się ośmiu pełnoletnich przedstawicieli płci brzydkiej. Dwóch z nich to abstynenci. Przez moment wahałem się czy użyć słowa "zaledwie", gdyż to statystycznie zaledwie 25% (a więc mniej niż połowa), czy może powinienem użyć słowa "aż", ku czemu skłaniałoby mnie zdziwienie pozostałych członków rodziny, przy suto zastawionym stole, zawsze towarzyszące słowom: "nie dziękuję, nie piję.

Wśród moich znajomych odsetek ludzi niepijących jest jeszcze mniejszy. Można by rzec, iż jest tak niewielki, że spokojnie mieści się w granicach błędu statystycznego. Jednak tu sprawa maluje się zgoła inaczej, niż podczas wspomnianych spotkań rodzinnych. Powiedzmy, że wielu z nich pod wpływem silnego zatrucia alkoholem jest chyba blisko śmierci, przez co instynktownie dążą do przedłużenia gatunku. Do przedłużenia gatunku homo-alcoholicus.

Pełniąc rolę przyczajonego (acz cynicznego) za pędem bambusa obserwatora współczesnego świata odnoszę wrażenie, że abstynencja to rodzaj choroby. Potwierdza to chociażby żart, w którym na przyjęciu podchodzi do faceta kulturalna kobieta i zadaje mu pytanie: "Przepraszam, pan jest abstynentem czy impotentem, bo mąż mówił, że mam panu czegoś nie dawać..."

No to najlepszego!

Dlaczego pijemy? Wyobraźcie sobie napój, po którym czujemy się kimś lepszym. Zapominamy o strachu, trwodze, zakłopotaniu czy wstydzie. Stajemy się śmiali i bez ograniczeń. Przestajemy myśleć o problemach i dostrzegać nasze wady fabryczne. Każda przeszkoda wydaje nam się łatwa do pokonania (oj nieraz rozdarłem spodnie przechodząc pod wpływem przez najwyższe ogrodzenia). Jeśli w szkole z wyobraźni mieliście słabe stopnie to pocieszę was - taki napój już jest! Napój, który daje nam na moment spokój, beztroskę, wyluzowanie i zapewnia cichym i nieśmiałym na co dzień dobrą zabawę.

Naukowcy po dziś dzień próbują wyjaśnić etymologię słowa alkohol. Próbują rozwiązać zagadkę, czy  ta nazwa pochodzi od imienia, czy może od nazwiska rosyjskiego uczonego, a zarazem wynalazcy alkoholu - Borysa Alkoholcyna.

Pijemy my. Pije nasz ojciec. Pije ojciec naszego ojca. Pije ojciec ojca naszego ojca, a nawet nasz brat...

Ikar upada do kielicha...

Jestem człowiekiem młodym... przed czterdziestką. Często czuje w sobie tę siłę młodości, młodości, w której orla lotów potęga i jako piorun jej ramię. Dlaczego o tym wspominam? Ano dlatego, że kiedyś leżąc plackiem na łóżku, po powrocie z pubu wpatrywałem się w sufit. I tak wpatrując się beznamiętnie w nierówności wiszącej nade mną powierzchni doszedłem do wniosku, że moje łóżko jest nie pościelone, a ja nie mam ochoty czytać Zbrodni i kary, pomimo, iż następnego dnia czekał mnie sprawdzian. Przeważnie jestem pełen życia i kocham czytać, pożerając swoim głodnym wzrokiem kolejne tłuste porcje słów. Wtedy nie byłem sobą. Na chwilę straciłem chęć samodoskonalenia się. Gdy tak leżałem naszła mnie interesująca teoria spisku... A co jeśli alkohol jest bronią starego w walce z młodym? Co jeśli ten napój tak łatwo jest udostępniany młodzieży, a jego tradycja kultywowana w narodzie z pokolenia na pokolenie od czasów Mieszka i Pocahontas, tylko po to aby skracać młodym skrzydła? Zabijać ich zapał do zmian. Może "starzy" są niczym ta Hydra, która w obawie przed młodym Heraklesem, upija go, tak że ten zamiast urwać jej łeb już za młodu, sam ma problemy z głową na następny dzień. Alkohol zabija coś w ludziach młodych. Nie wiem czy nieodwracalnie, bo młodym jest się tylko raz - zresztą tak samo jak chorym na świnkę, albo świńską grypę.

Po alkoholu czujemy, że stać nas na wszystko, nawet na lot w stronę Słońca, a w interesie starego, martwego świata bez serc, bez ducha zawsze będzie, aby Ikar skończył w miejscu swojego przeznaczenia...

Tete-a-tete i perpetuum mobile...

Po tych refleksjach coś w moim życiu uległo zmianie. Już nie wznoszę kieliszka z taką radością i entuzjazmem. Za każdym razem gdy to robie, mam przed oczami obraz  Petera Bruegel'a Upadek Ikara. Nikt nie zauważa tego upadku ucieleśnienia wszystkich cech młodości, a ja wraz z każdym przechylonym kieliszkiem czuje się, jakby ktoś uderzył mnie w twarz, a ja tylko dobrowolnie to akceptuję. Czuję, że nie wypełniam należycie obowiązku młodości.

Rzymianie mówili: "co masz zjeść dziś, nie odkładaj na jutro" i trudno się nie dziwić tym ludziom - w końcu nie mieli nawet hermetycznie zamykanych opakowań próżniowych na żywność, a co dopiero lodówek. Problem tkwi w tym, że żyjemy w kraju w którym sparafrazowano to powiedzenie na: "co masz wypić dziś, nie odkładaj na jutro". Przeróbka ta została niejako wpisana pomiędzy wierszami tekstu naszego hymnu.

Czy więc nie pozostaje nam nic innego, jak udać się do kiosku po kolejny czteropak, dalej uczestnicząc w tym chocholim tańcu w rytm Mazurka Dąbrowskiego?

Tomasz Brusik